|
|
| Author |
Message |
Ksiądz Tharsis
Joined: 14 Oct 2004 Posts: 133 Location: z kościoła ;)
|
Posted: Sun Apr 02, 2006 1:57 pm Post subject: Zjadacze Biblii [Ksiądz] |
|
|
„Zjadacze Biblii, czyli o mrocznych i tajemniczych Wodnikach...”
„Pewnego dnia, w tramwaju o wysokim numerze, siedział sobie Narrator, szykując się do sesji Wampira: Maskarady. Jak to zwykł robić, przyodział na spotkanie z gracza strój elegancki i oficjalny. Słowem: młodzik w garniturze jedzie na sesje RPG.
Gdy tak porządkował materiały, układał mapki, segregował dokumenty przygotowane dla postaci, zbliżyła się do niego staruszka o kulach. Jak nakazywał zwyczaj, wstał, uśmiechnął się i ustąpił miejsca schorowanej babci. Ta zapytała go jeszcze, czy mógłby zamknąć okno [ciepły, wiosenny dzień, ale babcie mają swoje wymagania]. Odparł, że oczywiście, że z przyjemnością. Później nastąpiła pewna wymiana uprzejmości i widać było, że babcia ma o chłopaku dobre zdanie.
Parę przystanków dalej wsiadają grupka znajomych Narratora, nierpgowa. Następuje oczywiście wymiana informacji w rodzaju co słychać, co u drugiej połówki itp. I padło pytanie, które prędzej czy później paść musiało „Ty, a o co w tym Wampirze chodzi?”. Narrator uśmiechnął się i spokojnie zaczyna tłumaczyć historie wampirów, spokrewnienie, klany, diabolizm, matuzalemów etc etc. Babcia, słuchając, miała dziwną minę – czyżby ten miły chłopak był ’szatanistą’?
W pewnym momencie babcia nie wytrzymała. Odrzuciła kule padła na kolana i zaczęła się modlić. Zmieszany Narrator opuścił tramwaj na pierwszym lepszym przystanku...”
Tego typu anegdoty opowiadają o najmroczniejszej z najmroczniejszy grupie RPG’owców. Wodowcach. Wiecie – czarne, skórzane ciuchy, długie, nierzadko farbowane włosy, srebrna biżuteria, twarz wysmarowana pudrem i czarną kredką. Kręcą się po konwentach, knajpach [oczywiście sami dodają, że nocą po cmentarzu też chadzają] i szerzą ‘mroczność’. Zazwyczaj małomówni, choć to nie jakaś tam poważna reguła, po prostu są. I nikomu by nie przeszkadzali, gdyby część członków tej quasi-grupy post-gotyckiej nie miała styczności z RPG White Wolfa. Już tłumaczę dlaczego.
Subkultura gotycka była, jest i być powinna, choć pesymizm nie jest już w modzie. Ale jako subkultura, rządziła się swoimi prawami i zasadami, organizowała się – działała. Aż do pewnych jednostek w tej grupie trafił m.in. ‘Wampir’ , ‘Wilkołak’ i ‘Mag’ (siła wpływów w kolejności malejącej). Dostali system, który dał im wręcz nieograniczone możliwości i moce, władzę, potęgę i co można sobie jeszcze wymarzyć. Jedynym założeniem było to, że gracz, dysponując umysłem ‘dojrzałym’ [kontrowersyjne słowo, może kiedyś napiszę dlaczego aut.] będzie umiał opanować moce/ambicje i wziąć odpowiedzialny udział w tworzeniu opowieści. No właśnie, po paru latach prowadzenia systemów z uniwersum World of Darkness, doszedłem do wniosku, że tak nie jest. Ba, z wyżej wymienionej subkultury gotyckiej wyłonił się nowy twór – nazwany przez moich znajomych ‘Zjadaczami Biblii’.
„No i On wtedy grał Sabatnikiem z kapeli death-metalowej. Gdy jego kapela grała koncert, Jego postać podarła biblię, a to co z niej zostało zjadła. I wyobraź sobie, że on przyniósł na sesję jakąś starą biblię, wyrwał z niej stronę i zjadł na naszych oczach.... to dopiero odgrywanie, co nie?”
Z czasem Zjadacze Biblii zaczęli się organizować [stowarzyszenie o ‘magicznej’ nazwie w moim mieście na przykład]. Powiem więcej, poczynili pewne kroki w celu opanowania kolejnych uniwersów RPG. I tak ofiarą padły m.in. D&D, Warhammer. Niektórzy Zjadacze Biblii stworzyli nawet własne systemy, własne światy. Naprawdę, nie pisałbym o tym, gdyby nie fakt, że wszędzie szerzyli swój sposób rozumienia RPG, jako pala manewrowego dla wszystkich ich plugastw. Tyle lat środowisko RPG walczyło z oskarżeniami o satanizm, okultyzm i czczenie rogatego, tyle listów i petycji zostało napisanych, tyle dyskusji przeprowadzonych. Efekt pracy m.in. Jurka Rzymowskiego [jego polemik z różnymi katolickimi gazetami] idzie właśnie na marne, bo stereotyp, z którym walczono, powraca.
Do napisania tych słów skłoniła mnie zasłyszana tu i ówdzie opinia, że WOD’owcy [Wodziarze, Wodniki] to grupa śmieszna, wręcz tragikomiczna. Im bardziej starają się stworzyć iluzję smutku, nostalgii i melancholii, tym stają się śmieszniejsi. Po tym słowach w mojej głowie wykiełkowało pytanie ‘dlaczego?’.
Być może dzieje się tak, ponieważ po pewnym czasie tracą granicę pomiędzy fantazją a rzeczywistością, między snem a jawą. A może strach przed normalnością, byciem zwykłym RPG’owcem [złośliwi, w tym ja, powiedzą – zwykłym życiem]? Dojrzewanie i bunt młodzieńczy, a jeśli tak, to zastanawia mnie, przeciw czemu mogą się buntować. Być może, wzorując się na romantyzmie, odczuwają ‘Weltschmerz’, ból życia?
Trudno mi odpowiedzieć.
Zauważam jednak problem, bo Zjadaczy Biblii jest coraz więcej.
Na pewnym konwencie, zaczepił mnie znajomy Zjadacz Biblii. Stał pod oknem na korytarzu z jakąś mroczną jedenastolatką. Byłem w biegu, pomiędzy prelkami, zestresowany i ogólnie zły, gdy on zatrzymał mnie i pyta:
- ”Stary, do jakiego klanu Wampira ona pasuje po wyglądzie?” – pyta wskazując na swoją towarzyszkę.
Miałem problem. Na moje oko dziewczę to w ogóle nie pasowało do RPG.... Nie powiedziałem tego.
Michał ‘Ksiądz’ Iwański
P.S. Prowadzę WOD’a już prawie sześć lat. Mój pierwszy system. Nie jestem mroczny i tajemniczy.
P.S 1. Nie jestem tolerancyjny – czytaj nie toleruje wszystkiego.
|
|
| Back to top » |
|
 |
Wiśnia Tharsis
Joined: 17 Oct 2004 Posts: 187 Location: Poznań
|
Posted: Sun Apr 02, 2006 8:44 pm Post subject: |
|
|
| Zjadacze Biblii Zjadaczami Biblii, ale w swoim felietonie chyba uprościłeś trochę problem. Owi szaleni, młodzi Wodnicy biegający po Poznaniu w powłóczystych ciuchach i oddający się konsumpcji XIX wiecznych skór, to przeważnie nastoletnie dzieciaki, które trzeba błogosławić za to, że wolą bawić się w RPG, niż kicać po kamienicznych bramach i pobierać nauki u starszych kolegów, przyodzianych w gustowne ortaliony. Zdaję sobie sprawę, że kontakt z dowolnym Zjadaczem zawsze sprawia, że na naszych twarzach pojawiają się cyniczne uśmieszki, jednak chyba jesteśmy wobec nich niesprawiedliwi. Powinniśmy docenić to, że im się chce coś robić, a nie tylko oglądać telewizję i pić „soczki”. Co więcej uważam, że każdy z nas (w zależności od tego jak duży ładunek cierpliwości w sobie nosi) powinien z takim Wodniakiem przy dowolnej okazji pogadać i podszepnąć mu kilka zdroworozsądkowych uwag. Nie twierdzę, że każdy z nas miał w swoim życiu etap pt.: „jestem Zgryzarką”, ale każdego nas też kiedyś, ktoś naprowadził na właściwy (?) tor.
|
|
| Back to top » |
|
 |
Shin Sympatyk
Joined: 28 Nov 2004 Posts: 700 Location: kolwiekbądź
|
Posted: Mon Apr 03, 2006 3:53 pm Post subject: |
|
|
Sądzę, że Ksiądz nie tyle uprościł problem, ile nakreślił jedynie jeden z jego aspektów. Innymi słowy: nie każda Bibliogryzarka to Wodnik. Na podstawie własnych doświadczeń (prowadzenia graczom mieszczącym się w teoretycznej grupie wiekowej Bibliożerców, grania z takowymi i przypatrywania się ich sesjom) mogę powiedzieć, że "Fenomen Bibliogryzarki" nie ogranicza się jedynie do osób grających w szeroko pojętego WoD'a.
Podobne, aczkolwiek nie tak literalne przejawy, nie bójmy się tego nazwać po imieniu – niedojrzałości percepcyjnej czy emocjonalnej znajdują odbicie choćby w akcie spłycania RPG do formułek matematycznych typu "jeszcze X goblinów/bandytów/sabatników/etc. i wejdę na N-ty level/krąg/poziom/etc." i zauważyłem je również na sesjach Neuroshimy, DnD i paru innych systemów.
Być może wynika to z coraz większego wpływu technologii, "kultury cyfrowej", gier komputerowych i innych współczesnych wynalazków (vide: blogi RPG - nie jako dzienniki z sesji, ale jako przestrzeń do owej sesji prowadzenia) oraz idącego za nim skrócenia czasu skupienia uwagi, wzrostu popularności gotowych, prostych rozwiązań. Za którym to idzie przesunięcie „środka ciężkości” z interakcji mającej na celu wspólne stworzenie i przeżycie (fikcyjnej, ale mimo wszystko) historii na zaspakajanie indywidualnych potrzeb rozrywki poszczególnych graczy. Z kreacjonizmu na konsumpcjonizm. Może to wynikać z chęci przeciwstawienia się, buntu wobec ogólnie przyjętych norm, czy rzeczywistości samej w sobie. Pragnienia ucieczki z szarego świata realizowanego na tym najprostszym i najbardziej podstawowym poziomie (por. munchikinizm), innymi słowy eskapizmu konsumpcyjnego. Może z jeszcze innych powodów. Należy jednak pamiętać, że zarówno z eskapizmu, „weltschmerzu”, „munchkinizmu”, czy czego tam jeszcze, prędzej czy później każdy (no dobra – większość) wyrasta, czując niedosyt/przesyt brakiem bodźców intelektualno-emocjonalnych. W końcu ile można zabijać tych grasantów, czy pożerać te Biblie?
Zgadzam się z Wiśnią – mogło być gorzej. Miast mhrocznych i plugawych rzesz Bibliogryzarek mogli stać się ortalionowo-odblaskowymi rzeszami Braminów Krótkoszyjków. Co do podszepnięcia takiemu Bibilożercy „słówka” – czy nie sądzicie, że właśnie ów automatyczny „cyniczny uśmieszek” i postawa wyjadacza, który pamięta czasy Ordowiku czy Syluru utrudnia, jeśli nie uniemożliwia porozumienie, z miejsca tworząc przepaść między „wyjadaczem” a „beginerem”?
Na koniec - skutkiem konsumpcji inkunabułów o tematyce sakralnej czy świeckiej, jakkolwiek mhroczna, dżezi i quanti by ona (konsumpcja, nie tematyka) nie była, z reguły jest zatwardzenie, biegunka, lub inne sensacje żołądkowe. Celuloza jest zwyczajnie niestrawna
|
|
| Back to top » |
|
 |
gothic-jean Sympatyk
Joined: 12 Jan 2008 Posts: 1
|
Posted: Sat Jan 12, 2008 6:32 pm Post subject: |
|
|
I znowu musze sie patrzeć na szarpaniu opini wiele osób .
Nie jestem Herostratesem . Ciekawa jestem co ma grupa death-metalowa do gotyku . Bo ten artykuł jest całkowicie pomieszany . Nie jestem w stanie zrozumieć o jakiej subkulturze autor wkącu pisze , metalowej czy gotyckiej ? Warto się zdecydować . Poza tym warto pamiętać o tzw. pseudo- gotów i metali , którzy uważaja sie za czesc kultury nie majac z nia za duzo wspolnego
|
|
| Back to top » |
|
 |
|
|
|
|